Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moje fascynacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moje fascynacje. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 października 2012

W miłości najtrudniejsze jest...

"W miłosci najtrudniejsze jest... zasłużyć na tę miłość. Najtrudniej zdobyc zaufanie kobiety, a to fundament związku. Dopiero potem możesz ją uszczęśliwiać, zaskakiwać, rozpieszczać... Jeśli nie ma zaufania, jesteś tylko sympatycznym bawidamkiem" by Mirosław Baka

środa, 6 maja 2009

Woody jest chudy w uszach

"Miłość jest odpowiedzią, ale kiedy czekasz na odpowiedź, seks zadaje całkiem interesujące pytania." Woody Allen

Oscar

Oscar Wilde pisał: „Piłka nożna to całkiem dobra zabawa dla twardych dziewczyn, ale nie jest wskazana dla wrażliwych chłopaków”.

czwartek, 23 kwietnia 2009

Myśl złota

"Kobieta powinna zawsze pozostać kobietą, ale nie musi, a mężczyzna, który nie jest mężczyzną jest już niczym..." Brigitte Bardo

poniedziałek, 15 grudnia 2008

"Tystnaden" Bergmana

Wczoraj miałam okazję obejrzeć „Milczenie” Bergmana, a dzisiaj czas na ‘poziomkową polane’. Niezbyt dobrze czułam się wczoraj w kinie targana skrajnymi emocjami – obraz dwóch ciał, jednego nasyconego erotyzmem a drugiego chorobą zmieniał mi drastycznie perspektywę. Jednak ilość symboli w filmie, które jednoznacznie kojarzyły mi się z sexem prowokowały u mnie najbardziej perwersyjne myśli; sprawiały, że pończochy zaczęły mnie cudownie uwierać, a moje wysokie czarne szpilki stały się bardziej ponętne a dreszcz emocji podniósł mój i tak już dość obfity biust. W filmie pojawiła się cudowna scena miłości w kinie – zagrana bardzo przekonująco w przeciwieństwie do scen z udziałem hedonistycznej Anny, która obnażała się dość skromnie ale za to silnie wypływała na psychikę; rysowały się w moje głowie obrazy, które na całe szczęście nie były widocznie na ekranie…. Za to ja oczyma wyobraźni widziałam rzeczy, o których się nawet nie śni…
Pod koniec seansu okazało się, że tak silnie manipulowałam koralami, że splatałam je tak mocno ze sobą, aż poczułam silny ucisk na szyi - stałam się niespokojna, poczułam się niekomfortowo, wyszłam z kina… i do teraz nie mogę porozdzielać poplątanych ze sobą wątków.

piątek, 5 grudnia 2008

jedynka, zerówka, pojedynczy, singiel

Nie mam pomysłu jak zacząć pisać posta o singlach; może więc jeszcze raz powrócę do mojego poranka, który nastąpił o godzinie 12:50. Z ogromnym spokojem otworzyłam oczy i przytuliłam się do poduszki; poczułam się wypoczęta i wyspana; biorąc pod uwagę to, że obudziłam się leżąc w poprzek ogromnego łoża to raczej w nocy towarzyszyły mi jakieś wędrówki senne - no ale mogłam sobie na to pozwolić, w końcu nie muszę a nikim dzielić ani łózka ani pościeli, nie dbam tez o tzw. cisze nocną; w łóżku sama ze sobą czuję się bardzo swobodnie, nikt nie narzeka, że w nocy rozkopuję pościel, biegam po mieszkaniu otwieram i zamykam okna lub zapalam światło w środku nocy. Dzisiaj kiedy otwierałam oczy uśmiechnęłam się i przywitałam siebie sama następującymi słowami: "Jak to dobrze, że jestem singielką". Byłam szczęśliwą singielką dopóki nie zdałam sobie sprawy z tego, że słowo "singiel" w Polsce uzywa się zamiast pejoratywnych określeń 'kawaler' lub 'star panna' ; zdałam sobie sprawę też, że społeczeństwo nie jest przygotowane na singli. W mieście Poznań można znaleźdz knajpy dla gejów i lesbijek, ale niestety do tej pory nie spotkałam się z pubem dla singli. W ogóle single traktowani/e są raczej po macoszemu - mam tutaj ogromny żal do programu Mała Czarna, ponieważ za dużo czasu poświęcane jest na dyskusje tyczące sie pogoni za miłością zamiast od czasu do czasu pogadac o tym, że w pojedynkę tez mozna być szczęśliwym. Pani prowadząca program - Katarzyna Mongomery - zawsze kiedy wspomina, że jest sama to krzywi buzię zamiast się usmiechąc - myślę, że takim podejściem zyskałaby większe zaintersowanie mężczyn. Niniejszym bojkotuję tutaj wszytsie programy oraz publikacje ukazujące singli jako szare postaci czekające w osamotnieniu w tunelu czasu na towarzyszy swojego życia. Przecież życie nie polega na czekaniu; nie bójmy się być wesołymi singlami, pełnymi życia i szcęśliwymi sami ze sobą - smutnym wzrokiem nikogo do siebie nie przyciagniemy.

wtorek, 2 grudnia 2008

Bo to co nas podnieca...


Jakiś mężczyzna:

"Witaj,
proszę nie gniewaj się za to , że napisałem ...,

dlaczego napisałem choć jestem straszy?...
bardzo pragnąłbym przeżyć, (choć kilka chwil)
z tak piękną dziewczyną jak TY(to widać!),
i bardzo pomógłbym finansowo(2tys.)
dlaczego?bo co mężczyzna w moim wieku,
może dać tak młodej dziewczynie ?
jak może odwzajemnić się ?
myślę że najprostszym sposobem jest
po prostu dać środki finansowe , po to Byś mogła
za nie zrealizować jakieś swoje marzenia, potrzeby, i w ten sposób przyczynię się (choć w małym stopniu) do Twojej radości , zadowolenia !

jestem miły , przystojny, natura romantyka,

Jeżeli naprawdę jesteś osobą dyskretną,
to chętnie spotkam się z Tobą,
możemy wypić kawę, porozmawiać...,
sama ocenisz .
serdecznie pozdrawiam

ps.
trochę szkoda że jesteś taka młoda, gdybyś była starsza łatwiej byłoby nam spotkać się."



Jakaś kobieta:

"w kwestiach dyskretnych jestem dyskretna; w kwestiach niedyskretnych jestem niedyskretna"


Poruszam tutaj kolejny problem - sex za pieniądze, sex bez zobowiązań, sex bez miłości. Bo to niby sex za darmo, sex w związku (zalegalizowanym czy tez nie), sex z miłości jest całkowicie legalny i usprawiedliwiony - oczywiście nie biorę pod uwagę kościoła w tej kwestii ani żadnej religii. Starałam się dzisiaj ustosunkować do propozycji autora propozycji i doszłam do wniosku że...
Praktycznie każdy sex jest płatny - nawet ten w związku, no chyba, że partnerzy nie zdają o swoje zdrowie i nawet nie odwiedzają lekarza. Fakt jest taki, że sex to wydatek - kobieta raz w miesiącu odwiedza ginekologa (często ma swojego zaufanego prywatnego lekarza), który przepisuje jej środki antykoncepcyjne i sprawdza czy wszystko jest ok - czy nie ma nadżerki, grzybicy czy innych nieprawidłowości. Tak więc jeśli kobieta nie podzieli się wydatkami z partnerem to może ją to kosztować około 130zł miesięcznie; mężczyzna natomiast kupuje prezerwatywy, żele poślizgowe, viagrę lub inne wspomagacze. Mężczyzna spotyka się z kobieta i ściąga spodnie i sexovną bieliznę z ciała ukochanej - za każdym razem by chciał coś innego, coś nowego, coś sexovnego bo przecież sprane gacie nie zachwycą. Tak więc reasumując: tabletki, badania kontrolne, bielizna, depilacja, prezerwatywy (wychodzę z założenia, że kobieta powinna zawsze nosić przy sobie paczkę) - to wszystko ma być na głowie kobiety a facet ma tylko używać lub raz na ruski rok podarować bieliznę swojej kobiecie? Ha, a biorąc pod uwagę fakt, że mężczyzna szuka tylko przelotnego romansu to znaczy że to cały czas jakaś dupa ma w siebie inwestować po to aby czasem się zabawić? Moim zdaniem mężczyźni, którzy oferują pieniądze za sex postępują bardziej fair niż mężczyźni, którzy są w związkach lub wolnymi elektronami używającymi sobie od czasu do czasu. Sponsor pokrywa wszystkie koszta - nie dosyć, że daje pieniądze na pigułki, gumki, lekarza, bieliznę to jeszcze dba o to żeby partnerka miała na swoje przyjemności. A nawet jeżeli poruszę tutaj kwestie religijne, to proszę mi powiedzieć czy związek w którym sex jest rutyną (nie wspominając nawet o tym, że w związkach zalegalizowanych gwałty tez się zdarzają), miłości nie ma bo się wypaliła, a żywa pozostaje tylko kwestia antykoncepcji oraz wizyt kontrolnych (bo nawet jak się kończy pożycie sexulane to do lekarza chodzić trzeba). Fakt faktem wszystko kręci się wokół kasy; i teraz pytanie, czy "pewna kobieta" powinna przystać na propozycję "pewnego mężczyzny"? A jeśli się zgodzi na sex za pieniądze to czy nie zostanie wywieziona na taczkach?

forever young forever one

"Czy człowiek jest naturalnie "przystosowany" do współżycia przez całe dorosłe życie tylko z jednym partnerem?"

Wychowałam się w społeczeństwie, które uznaje monogamię i w którym kwestia religii odgrywa ważna rolę w łóżku. Ale to tylko wyznaczniki, utopijne idee - jeden partner na całe życie i miłość do grobowej deski; niestety nie wszyscy mają szczęście odnaleźć miłość swojego życia w wieku 17 lat a potrzeby sexulane rosną. Setki małolatów masturbujących się w domowym zaciszu, poznających własne ciało i dających upust ciśnieniu - wiadomym jest, że samiec prędzej czy później zamoczy a samica da przepchać sobie komin - najbardziej pierwotne potrzeby biorą górę. Ludzie dobierają się w pary i zaczynają uprawiać pieprzny, sfrustrowany sex; inni kochają się z miłości; znowu innych boli głowa. Dla mnie idealny sex to sex z miłości, taki który ma znaczenie - może staromodny punkt widzenia, ale mój. Pierwszy raz zakochałam się w wieku 15 lat, w wieku 17 lat zaczęłam uprawiać sex - pierwszy mężczyzna, pierwszy związek - trwał rok; później był czas na kolejne związki i kolejne miłości, miłostki, zauroczenia, a czasem nawet zwykłe podobanie się sobie, które dokonywało spustoszenia w sypialniach i tam w zasadzie kontakt się urywał. Teraz na myśl przychodzi mi piosenka "Rzeko" Anity Lipnickiej, która tłumaczy wiele:

"Rzeko
która niesiesz mnie
powiedz ile jeszcze razy
zmienisz bieg

Czasem
nienawidzę Cię
wtedy chciałabym
by inna rzeka niosła mnie

Zabrałaś mi już
tylu przyjaciół
Do których tęsknić
nie przestaję

Zabrałaś mi już
tylu kochanków
a każdy z nich
miał być na zawsze..."


Chyba nie ma większego znaczenia czy człowiek jest "biologicznie przystosowany" do współżycia przez całe życie tylko z jednym partnerem; człowiek musi sobie radzić w róznych sytuacjach; czasem po odejściu ukochanego/ukochanej przyżekamy sobie - juz nigdy sie nie zakocham; a tu guzik, okazuje się, że po jakims czasie znowu budujemy związki, zakochujemy się, odkochujemy się i znowu zakochujemy. moim zdaniem, gdyby człowiek był "biologicznie przystosowany" do współżycia tylko z jednym partnerem, byłby wrónież "biologicznie przystosowany" to bycia w związku też tylko raz - ot, taka prawidłowość oparta tylko i wyłącznie na moich fascynacjach.

niedziela, 30 listopada 2008

intelektualny brodzik

Dzisiaj zastanawiałam się nad tym jakich partnerów poszukujemy, jacy są dla nas idealni; czy lepiej jest mieć obok siebie osobę, która jest do nas podobna (ten sam status społeczny, podobny tryb życia, podobne zainteresowania), czy może lepiej być z kimś kto jest naszym totalnym zaprzeczeniem. Zapytałam dzisiaj Justynę (kobietę niezamężną, samodzielną, studiującą i wykonującą prace umysłową) jak generalnie ocenia środowisko, w którym funkcjonuje - osoby z pracy, osoby ze studiów, bliskich znajomych. Odpowiedziała jednym zdaniem - większość wykształceniem wyższym, inteligentni ludzie i na poziomie. Dokładnie tak jak u mnie - większość znajomych nadal się uczy, znajomi z uczelni to w większości wartościowi i inteligentni ludzie. I teraz ta przedziwna konkluzja: idę do pracy - mam do czynienia z inteligentnymi ludźmi; idę na spotkanie ze znajomymi - mam do czynienia z wartościowymi osobami; idę na uczelnie - mam do czynienia z osobami ambitnymi. Wszystkie wymienione uprzednio miejsca i osoby same w sobie mnie mobilizują - na zajęcia chodzę przygotowana, ze znajomymi mogę porozmawiać na poważne tematy, w pracy oddaje się intelektualnej chłoście. A gdzie odpoczynek od tego wszystkiego? Pewnie w domu - a co jeśli ma się męża pracującego w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, doktora filozofii czy lekarza? - Czyżby skok z deszczu pod rynnę? Dom to przecież miejsce, w którym się odpocząć, oderwać się od rzeczywistości. O ileż chętniej wracałoby się do domu do nagrzanego ogiera, który dzień w dzień szyje na gitarze elektrycznej (i z tego żyje), nie nosi sztywnych koszul i ma w dupie awanse. Ponoć związki, w których jest dobry sex się nie rozpadają - świetne porozumienie na płaszczyźnie łóżkowej to też świetne porozumienie w życiu, prawda to? Więc może zamiast szukać inteligenta znajdę sobie wybornego członka, z którym będę spełniać moje erotyczne fascynacje?
Justyna odpowiedziała pytaniem na pytanie: "Czy będziesz czuła się z takim 'intelektualnym brodzikiem' komfortowo? Nie będziesz się wstydziła go przedstawić swoim znajomym czy rodzinie?"
Ha, oczywiście, że bym się wstydziła! Ale z drugiej strony, oni nie będą z nim sypiać. A ja potrzebuję gorącego i wyuzdanego sexu, osoby z która mogę się troche posmiać, troche pogadać, i mieć obok siebie silne męskie ramie na metalowym koncercie.